Polski król asów i tie breaków

Jerzy Janowicz ma 20 lat, ponad dwa metry wzrostu i przed sobą piękną przyszłość. Jego przepustką do elity jest potężny serwis. Niestety, w rodzinnej Łodzi Janowiczowi rzucają kłody pod nogi.
Jerzy długo nie mógł trenować w hali AZS. Jego ojciec alarmował, że po południu korty zajmowali ludzie grający tzw. sztundy. – Wykorzystujemy obiekt przez parę dni w roku, a chłopakowi zabiera się nawet te resztki. Tak się Federera nie dogoni. Wszystkie wiatry powinny dmuchać w jeden żagiel, a tymczasem my non-stop bierzemy udział w wojnie: o godziny, o saunę czy inne drobiazgi – denerwuje się ojciec tenisisty, Jerzy Janowicz senior.

20-latek i jego trener Fin Kim Tiilikainen ostatnie dni przed świętami spędzili więc z konieczności w Poznaniu. ?Jerzyk” szlifował tam swój ultraofensywny styl, czyli przede wszystkim potężny serwis, który jesienią dał mu olbrzymi skok w rankingu ATP. Młody Polak jeszcze w sierpniu zajmował miejsce pod koniec trzeciej setki, dziś jest już 161. Austriacy komentujący jego występ w Salzburgu nie mieli wątpliwości: ?to zabójczo skuteczny król tie-breaków, który pluje asami”. Janowicz sześć razy rozgrywał u nich trzynaste gemy, pięć rozstrzygnął na swoją korzyść. Wystarczyło na finał. Nieco wcześniej w St. Remy bilans miał perfekcyjny: 6 tie-breaków, wszystkie zwycięskie. Oczywiście zdobył tytuł. – Mnóstwo setów w meczach z moim udziałem kończy si 281 właśnie w ten sposób. Gdy piłka śmiga ponad 220 km/h, trudno mnie przełamać. Rywale w końcówkach są pod presją – przyznaje Janowicz.

Cały artykuł w Przeglądzie Sportowym