Marcelo Melo: Z Łukaszem śnimy się rywalom po nocach!

Rozmawiamy z człowiekiem, którego półfinał turnieju wielkoszlemowego nie przeraża ani trochę. Marcelo Melo – jeden z najlepszych deblistów świata oraz partner Łukasza Kubota – opowiada o tym jak Łukasz został jego przyjacielem, oraz kto jest koszmarem dla kogo w rywalizacji deblistów.

Gratuluję wspaniałego występu i awansu do półfinału Wimbledonu!

Dziś zagraliśmy naprawdę świetne spotkanie. Wszystko było na swoim miejscu. Wszystko co wyprawowaliśmy w meczach na poprzednich dwóch turniejach dziś zaprocentowało. Jesteśmy skupieni na każdym kolejnym meczu. Myślimy krok po kroku, liczymy się z każdym przeciwnikiem. Lepiej jest skupić się na swojej grze, niż patrzeć na to jak grają inni. My po prostu mamy wykorzystywać każdą szansę na korcie i dać z siebie wszystko. Może i zagramy o tytuł, ale na razie nie chcę o tym myśleć.

Patrząc na wasze wspólne występy z perspektywy czasu, można powiedzieć, że w tym momencie lepszego partnera niż Łukasz nie mogłeś trafić?

Faktycznie, Łukasz to naprawdę świetny człowiek. Jeżeli chodzi o umiejętności jest tenisistą kompletnym. Na korcie potrafi zrobić wszystko. Zagrać z woleja, returnu, świetnie zaserwować. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się grać razem. Ponieważ uzupełniamy się na korcie, dopełnia moją grę i dzięki temu tworzymy naprawdę świetną drużynę. Jak na razie świetnie sobie radzimy. To fajny człowiek tak na, jak i poza kortem. Znamy się bardzo długo, więc bardzo się cieszę, że połączyliśmy siły w grze podwójnej, a jednocześnie jesteśmy przyjaciółmi w życiu.

Na korcie, jak i poza nim jesteście jak ogień i woda?

Tak jest! (śmiech). Ale świetnie połączyliśmy nasze charaktery i tworzy to naprawdę wybuchową mieszankę. Jesteśmy zupełnie innymi ludźmi. Ale to dobrze, bo potrafimy właściwie wypośrodkować naszą energię i właściwie to wykorzystać przeciwko rywalom. Nie byłoby dobrze gdyby po jednej stronie siatki grało dwóch Kubotów, czy dwóch Melo (śmiech). Dopełniamy się i dzięki temu tworzymy świetną parę deblową. Łukasz jest na bardzo energicznym zawodnikiem, ja z kolei może trochę bardziej spokojnym. Ale na korcie zawsze idzie do przodu, gra stylem serve&volley. Ja po prostu przystosowuję się do tego jak gra mój partner. Ale faktycznie z Łukaszem gram trochę inaczej niż z Ivanem Dodigiem, ale to normalne. Każdy zawodnik musi się dostosować do drugiego, żeby wspólnie grać jak najlepiej.

Jak na razie jesteście niepokonani na trawie. Macie za sobą dwanaście wygranych meczów z rzędu. Tytuły w Hertogenbosch i Halle, wcześniej wygrana w Madrycie i Miami. Czujecie się świetnie na każdej nawierzchni.

Jasne, to na pewno. Z Łukaszem świetnie czujemy się na trawie. Wygrana w Holandii i Halle to było coś niesamowitego. Ale to było nam potrzebne także po to, by odnaleźć właściwy rytm i dopracować wszystkie aspekty naszej gry na Wimbledon, który był dla nas najważniejszy. W tym roku po raz pierwszy gramy wspólnie na trawie więc te kilka dni pomiędzy Halle a Londynem przeznaczyliśmy na jak najlepsze przystosowanie się do gry na Wimbledonie. Jesteśmy obaj w bardzo dobrej formie, tak pod względem tenisowym, jak i fizycznym. Jesteśmy gotowi, żeby przeć do przodu, pełni energii by zajść bardzo daleko.

Co dla byłego finalisty tej imprezy znaczy londyński turniej?

To jeden z najważniejszych, jeżeli nie najważniejszych turniejów w roku. To wspaniała tradycja, która łączy się z występami w białych strojach i grą systemem best of five. Trawa tutaj sama w sobie jest już wyjątkowa. Czuje się ten charakterystyczny klimat. Każdy tenisista przez całą karierę marzy przede wszystkim o tym, żeby wznieść do góry puchar za zwycięstwo w Wimbledonie. To właśnie dlatego ja osobiście zawsze nie mogę się doczekać aż zagram przy Church Road.

Wspomniana przez ciebie zasada best of five to cały czas przyjemna tradycja tej imprezy?

Oczywiście, to służy właśnie przede wszystkim podtrzymaniu tradycji. Ale sądzę, że tak jak teraz to wygląda podczas turniejów ATP, czyli nieco krótsza rywalizacja, to też jest właściwa droga. Może mogłaby wrócić gra na przewagi, ale i tak jest nieźle. Z tego powodu singlistom jest ciężko rywalizować w deblu w każdym tygodniu. Wimbledon to bardzo przyjemna odmiana. Może warto byłoby pomyśleć nad jakimiś zmianami. Może tie-break? To bardzo dobry pomysł w deblu. Rywalizacja do pięciu wygranych setów jest na pewno znacznie bardziej emocjonująca. No i my z Łukaszem jesteśmy w tym całkiem nieźli (śmiech).

Jeśli miałbyś porównać Łukasza do swoich poprzednich partnerów w twoim osobistym rankingu, to na którym miejscu plasuje się Kubot?

Ciężko powiedzieć, bo każdy zawodnik z którym grałem rożni się od siebie. Z drugiej strony nie było zbyt wielu deblistów z którymi grałem wystarczająco długo, by coś więcej o nich powiedzieć. Bardzo często zdarzało mi się zmieniać partnerów, z różnych przyczyn. Czy to kontuzja, czy też ktoś grał singla. Jedynie z Ivanem Dodigiem grałem przez pięć lat. Wiele tytułów zdobyłem też z Ravenem Klassenem Każdy z nich był inny i ciężko umieścić jednego na pierwszym miejscu, a drugiego na powiedzmy piątym. Ale jeśli już miałbym powiedzieć to Łukasz jest jednym z najlepszych. Ale nie chcę mówić który, bo któryś z nich mógłby być niepocieszony. Znamy się bardzo długo z Łukaszem. Wiadomo, że kiedy zaczynasz grać wspólnie przez dłuższy czas, to poznajesz swojego partnera dużo lepiej, z tej bardziej prywatnej strony. Mogę powiedzieć, że Łukasz jest moim przyjacielem, ale też Ivan, czy też kilka innych osób. Każdy z nas doskonale wie co ma robić, żeby być przydatnym na korcie.

Jeżeli ty spośród waszej dwójki to 50% sukcesu, to Łukasz to drugie 50%, czy czasem raz jeden z was daje więcej, a raz drugi?

(śmiech) To zależy od dnia. Czasem ja mam lepszy dzień, a innym razem to Łukasz jest tym lepszym na korcie. Na tym polega drużyna. To bardzo ważne, żeby gry jednemu nie idzie, drugi popchnął naszą grę do przodu. To jedna z najważniejszych rzeczy w grze podwójnej. Szczególnie w Szlemie, kiedy zdarza się, że mogę słabiej grać, serwować, czy returnować. Najważniejsze to grać wspólnie i wspólnie walczyć o każdą piłkę.

Co jest waszym celem w tym sezonie?

Z pewnością wygranie turnieju wielkoszlemowego. Mamy już na koncie wygraną w turniejach Masters 1000, od Indian Wells jesteśmy parą na absolutnie najwyższym światowym poziomie. Wierzę, że nasze umiejętności i poziom gry pozwolą nam to osiągnąć. Ale myślimy krok po kroku. Teraz przed nami niesamowicie trudni przeciwnicy: Henri Kontinen i John Peers. To światowa czołówka, moim zdaniem to najlepsza para deblowa na świecie. Wiemy, jak zagrać przeciwko nim, musimy po prostu wyjść na kort i to zrobić. Na pewno mamy umiejętności, by ich pobić. Jesteśmy odpowiednio przygotowani fizycznie i mentalnie. Nie przegrywamy w ogóle na trawie, więc powiedziałbym,że jesteśmy groźniejsi od nich. Nie możemy ich traktować jak koszmaru. To my jesteśmy koszmarem dla nich! Ale z Łukaszem bardzo pasuje nam trawa, szczególnie mi. Zawsze kochałem grać na zielonej nawierzchni. Ciekawe, że dopiero w tym roku w Holandii wygrałem swój pierwszy turniej na trawie.

Myślisz, że dziś jesteś blisko swojej najwyższej formy?

Myślę, że jestem dosyć blisko, gram podobnie jak w 2015, który był chyba najlepszym rokiem mojej kariery. Zostałem numerem jeden, wygrałem Roland Garros. Teraz jak na razie gramy naprawdę świetnie. Od Indian Wells gramy bardzo dobry tenis. Jeśli ten rok nie jest najlepszym, to z pewnością drugim najlepszym w całej mojej karierze.

Wiadomo, że ranking nie jest na najwyższym poziomie najważniejszy, ale to chyba przyjemnie, że ponownie masz szansę zostać numerem jeden?

Oczywiście, że to zawsze bardzo przyjemne uczucie być numerem jeden. Kiedy udało mi się tego dokonać w 2015 roku byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Ale postawiłem sobie za cel, że najważniejsze jest skupiać się na każdym kolejnym dniu, kolejnym treningu i następnym meczu. Dzięki takiemu nastawieniu wyniki przyjdą same. Tak to jest, że jak powiesz sobie: ?Chcę być numerem jeden, wygrać Szlema?, to to nigdy nie działa. Najważniejsze jest po prostu ciężko pracować, a poparte tą pracą wyniki same przyjdą. Jeśli naprawdę dawałeś siebie wszystko to z pewnością prędzej, czy później osiągniesz to, czego oczekiwałeś. W ten sposób funkcjonujemy i mam nadzieję, że tak ja, jak i Łukasz na sukcesy zasłużymy.

Masz świadomość, że z Łukaszem u boku możecie być groźni na każdej nawierzchni?

Jasne! Już zdobyliśmy tytuły na trzech różnych nawierzchniach, więc czemu nie? Wygraliśmy turnieje Masters 1000, teraz jesteśmy w półfinale Wimbledonu. Musimy to podtrzymać, wciąż walczyć o każdy punkt, rozwiązać wszystkie problemy. Poprawiać się każdego dnia i dzięki temu osiągać wielkie wyniki. Nie nakładamy na siebie żadnej presji, ponieważ jesteśmy już w półfinale, finale, czy pierwszej rundzie. Jedynej presji jakiej potrzebujemy to ta, by na korcie wszystko wykonywać tak, jak potrafimy i sobie założyliśmy. Dzięki temu wynik sam przyjdzie. Może Łukasz ma teraz swój najlepszy ranking, może ja znowu będę numerem jeden, ale nie ma sensu wywierania jeszcze większej presji. Po prostu mamy cieszyć się grą.

 

Rozmawiał i notował: Piotr Dąbrowski