Marcelo Melo: Z Kubotem w przyszłym sezonie? Zobaczymy…

Z byłym najlepszym deblistą świata – Marcelo Melo, dwukrotnym zwycięzcą turniejów wielkoszlemowych rozmawiamy o kończącym się powoli sezonie, Łukaszu Kubocie, wygranej w Wiedniu, zmianach w rozgrywkach i jego przyszłym, być może polskim, partnerze deblowym.

 

W zeszłym tygodniu wraz z Polakiem Łukaszem Kubotem wygrałeś w turnieju ATP World Tour 500 w Wiedniu. Jak współpracowało Ci się z Kubotem i co o nim sądzisz?

Z Łukaszem znamy się od wielu lat. Jesteśmy deblistami, spędzamy ze sobą każdą każdą chwilę podczas turniejów i poza kortem. Po raz pierwszy zagraliśmy wspólnie w zeszłym roku w Wiedniu i wygraliśmy wtedy całą imprezę. Bardzo często ze sobą trenujemy, Łukasz to bardzo fajny, ciepły człowiek. Często się śmieje i robi sobie żarty ze wszystkich wokoło. W tym roku postanowiliśmy, że zagramy wspólnie cykl turniejów w Azji. Poszło nam całkiem nieźle. Mogliśmy osiągnąć więcej, ale taki już jest tenis. Szczególnie gra podwójna, gdzie jeden punkt może zmienić wszystko. Zeszły tydzień był dla mnie specjalny, w końcu obroniliśmy tytuł i poradziliśmy sobie w bardzo różnych warunkach, z zupełnie inaczej grającymi rywalami, jak na przykład bracia Bryan. Z Łukaszem graliśmy na bardzo wysokim poziomie. Między nami była świetna tenisowa ?chemia?, co jest zawsze bardzo istotne. Zawsze kiedy gramy wspólnie tworzymy bardzo groźną parę.

Gdybyś mógł porównać tytuły zdobyte w tym roku z Ivanem Dodigiem (Cincinnati, Toronto), do tego zdobytego z Kubotem, to który przyniósł Ci więcej radości bez względu na rangę?

Każdy tytuł był inny. Z Ivanem graliśmy ze sobą już pięć lat (po finałach ATP Dodig w 2017 roku będzie grał z Marcelem Granollersem ? przyp. red.), wiele osiągnęliśmy, wygraliśmy dwa turnieje wielkoszlemowe (Wimbledon 2013, Roland Garros 2015 ? przyp. red.). W tym roku dwie imprezy najwyższej rangi. Wiadomo, że jest różnica między ?pięćsetkami?, a ?tysiącznikami?. Ale muszę powiedzieć, że choć przyzwyczaiłem się do gry z Ivanem, to z Łukaszem mieliśmy świetny tydzień, kocham Wiedeń, to piękne miasto. Zawsze dobrze się tam bawię i świetnie mi się tam gra. To właśnie dla takich chwil gram w tenisa. Chcę czerpać radość z każdego dnia.

W tym roku grałeś już wspólnie z rodakiem Bruno Soaresem, Danielem Nestorem, Juanem Martinem del Potro, Ivanem Dodigiem i Łukaszem Kubotem. Jakie są największe zalety Polaka w porównaniu do innych twoich partnerów, a co mają inni czego jeszcze brakuje Łukaszowi?

Szczerze to oni są trochę inni, z każdym stosowałem inny styl gry. Łukasz cały czas jest pod piłką, gra bardzo twardo. Jest niezwykle agresywny, porównując do całej reszty moich partnerów Kubot jest na pewno najbardziej agresywny. Bruno znam odkąd skończyłem pięć lat. Solidny, zawsze wiesz dokładnie co zrobi, ale to też dlatego, że gramy wspólnie od piętnastu lat. Ivan z kolei może zaskoczyć niekonwencjonalnym zagraniem. Gra tak, że nie da się przywidzieć kolejnego zagrania. Ma też świetny return, jest solidnym zawodnikiem. Ivan ma też świetny serwis, Bruno ma najlepszy return, a Łukasz niesamowicie miesza grę i jest bardzo aktywny na korcie. To świetna zabawa móc grać z takimi zawodnikami.

Łukasz zwykle jest bardzo spokojny, cichy. Co Ci się najbardziej w Nim spodobało, gdy spędzaliście wspólnie czas poza kortem?

Łukasz to naprawdę miły facet. Zawsze jest w świetnym nastroju, stara się rozbawić wszystkich w pobliżu. Bardzo pozytywnie podchodzi do życia. Nigdy nie widziałem go w złym nastroju, czy mówiącego, że jest zmęczony, czy coś jest nie w porządku. Cieszy się życiem, nie ciągnie nikogo w dół, aby dotrzeć wyżej. Kiedy miło spędzasz czas w świetnym towarzystwie poza kortem, to strasznie pomaga we wspólnej walce na korcie.

Przed Tobą ostatnie turnieje sezonu. W Paryżu grasz z Vaskiem Pospisilem, a później ATP World Tour Finals w parze z Ivanem Dodigiem, z którym nie będziesz występować w przyszłym roku. Czy możliwe, że 2017 rok rozpoczniesz jako stały partner Łukasza Kubota?

Już się nie mogę doczekać, by tu zagrać, po raz pierwszy razem z Pospisilem. To niesamowity zawodnik, każdy o tym wie. Wygrał Wimbledon, jest świetnym deblistą, Chciałbym wykorzystać szansę i osiągnąć z nim coś wielkiego. Później wracam do Ivana, żeby zagrać nasz ostatni turniej w Londynie. Później się rozstajemy, ale myślę, że zrobiliśmy wszystko co mogliśmy. Uważam, że to najlepszy moment i dla niego i dla mnie, by poszukać nowych partnerów. Co do Łukasza, to na razie nie mogę nic powiedzieć, ale możliwe, że będzie moim partnerem w przyszłym sezonie. Prędzej czy później się Pan dowie.

Co było przyczyną rozstania z Ivanem Dodigiem? Mógłyś powiedzieć coś więcej na ten temat?

Jasne. Ivan nawet kiedy zaczynaliśmy wspólnie występować był bardziej skupiony na grze pojedynczej, niż na deblu. Wtedy też miał lepszy ranking w singlu. Grał we wszystkich największych imprezach. Ale ciężko było mu z kolei grać zarówno w singlu, jak i deblu ze mną. W sezonie grał nawet w 225 meczach. Poza tym, gdy miał 26 lat nie było łatwo go namówić, później szło już prościej (śmiech). Przyplątały się też kontuzje. Wciąż będzie chciał łączyć grę deblową i singlową. Teraz troszkę spadł mu ranking, więc ciężej mu będzie grać w obu tych konkurencjach na największych turniejach. Dlatego uważam, że to była dobra decyzja. Trudno grać z kimś, kto najpierw zagra z tobą w jednej imprezie, a później musicie się na dwa miesiące rozstać i znaleźć kogoś innego. By dalej grać w deblu musiał zacząć grać w kwalifikacjach. Także rozumiem jego decyzję, chce się skupić na singlu. Może jeszcze kiedyś zagramy razem.

Gra podwójna bardzo się przez lata zmieniła. Co dla Ciebie przez ponad 15 lat gry zmieniło się najbardziej?

Jest dużo, dużo szybciej (śmiech). Do debla wchodzą coraz śmielej singliści, teraz też jeden punkt może odmienić całe spotkanie, nie mamy przewag, tylko jest decydujący punkt. Czasem jak przełamujesz przy 5:4 tylko jeden punkt może zadecydować o wyniku całego spotkania. Szybka gra wymaga też od zawodników świetnego przygotowania, trzeba być skupionym od pierwszego do ostatniego punktu. Cały czas często gramy ponad godzinę, ale zapytaj się także singlistów, oni też widzą, że to zupełnie inne mecze. Czasem nawet singlista z czołówki zupełnie nie radzi sobie w deblu. Teraz z pewnością jest dużo wyższy poziom, trudniej się przebić no i przede wszystkim szybkość jest na ekstremalnym poziomie.

Czy to dobrze, że w debla coraz częściej grają również singliści? Popierasz wprowadzenie zasady ?decydującego punktu??

Myślę, że to dobrze, że najlepsi tenisiści z singla chcą grać w deblu. Są świetnymi zawodnikami grając na wysokim poziomie w singlu. Dzięki nim rozwija się też cała gra podwójna, ludzie przychodzą oglądać nasze spotkania, chcą zobaczyć jak układa się gra singlisty z deblistą, jak radzą sobie w innej sytuacji. Czasem grają bardziej taktycznie, a innym razem uderzają dużo mocniej. To świetna zabawa. Co do zasad, to każdy ma własną opinię, jeżeli chodzi o przewagi. Szczerze to ja wolę grać właśnie na przewagi, tak jak to ma miejsce w Szlemach. Tie-breaki to naprawdę dobry pomysł. Ale to tylko moje zdanie.

Myślisz, że to dobry pomysł, żeby jak chce ATP, mecze poprzez pewne modyfikacje, były znacznie krótsze? Szczególnie jak spojrzymy, że legendy tej dyscypliny powoli będą kończyć kariery, a wielkich następców, którzy zapewniliby dochody sponsorom nie widać?

To bardzo ciężkie pytanie. Można by zmienić pewne zasady, tak aby set rozgrywany był do trzech, czy też czterech gemów, a w systemie pięciosetowym do trzech gemów. Nie wiem co byłoby najlepszą drogą, ani jak się tym zająć, by wszyscy to akceptowali, ale myślę że w czasem byłby to całkiem niezły pomysł, szczególnie, że niektóre spotkania potrafią trwać ponad pięć godzin, na przykład w systemie ?best of five? podczas Wielkich Szlemów. Nie wiem, czy ludzie chcieliby oglądać mecze trwające po siedem godzin. Jednak czesem i te pięciogodzinne maratony podczas turniejów wielkoszlemowych świetnie się ogląda. Na razie więc nie jestem pewien, ale będę się temu z uwagą przyglądał.

Czy polscy fani mogą już się szykować na przyszłoroczne występy Marcelo Melo i Łukasza Kubota?

(śmiech) Hah, prędzej czy później się dowiecie.

Rozmawiał w Paryżu: Piotr Dąbrowski