„Lewy” – koszmar każdego z nas

Spotkanie na korcie gracza leworęcznego o podobnym poziomie do naszego jest rzadkością na amatorskich kortach.

Co jednak zrobić by mu się przeciwstawić? Dla niego gra z praworęcznym przeciwnikiem to chleb powszedni i ma takiego gracza mówiąc potocznie obcykanego na wszystkie strony. Niestety my praworęczni już tak dobrze nie mamy.

W dalszej części tego tekstu postaram się przekazać Wam garść własnych uwag i spostrzeżeń bazujących na moich potyczkach z tzw. mańkutami. Nikt z nas nie chce łatwo polec z przeciwnikiem, który w sumie jest do ogrania, a tak mamy szanse na srogie baty zanim połapiemy się w kątach, rotacjach i załapiemy o co w tym wszystkim chodzi.

Zasada generalna na jakiej opiera się tenis ma tu doskonałe zastosowanie – narzucić własny styl gry, w tym przypadku raczej kierunki i rotacje. Poprowadźmy tak grę byśmy to my grali forhendem a przeciwnik bekhendem.

Zacznijmy jednak od początku:

I. Serwis.

a. Na stronę równowagi podanie wyrzucające to w sumie to samo co u praworęcznego takie samo podanie ale na stronę przewagi, nie ma się co rozwodzić, każdy powinien wiedzieć jak sobie radzić. Zagrożeniem jest podanie do środka kortu bo idzie w nasz bekhend i jest odchodzące. Poza tym, łatwiej jest trafić płasko/małą rotacją blisko linii niż przez wyższą siatkę pod dobrym kątem na zewnątrz. Margines błędu jest o wiele większy. Poza tym nasz zasięg z bekhendu jest mniejszy pomijając już to, że u amatorów bekhend to pięta Achillesa. Nic tylko będąc leworęcznym pakować tam 100% serwisów. No może 98% by od czasu do czasu postraszyć innym kierunkiem.

Jak sobie z tym radzić? W sumie dość prosto, zwyczajnie przesunąć się o te 0,5m-1m w kierunku środka kortu na linii końcowej czekając na serwis. Najlepiej gdy przeciwnik wyrzuca piłkę w górę. Wtedy nie zauważy co robimy i nie będzie miał szansy posłać nam piłkę na zewnątrz kortu.

b. Na stronę przewagi. Teoretycznie sytuacja idealnie odwrotna jak w przypadku serwisu na stronę równowagi ale tak nie jest. Niestety tu możemy zostać zaskoczeni i serwisem wyrzucającym z odchodzącą rotacją i to jeszcze na bekhend ale i płaskim podaniem w środek kortu. Tu trzeba jednak wyczuć przeciwnika. Jakie ma preferencje i jak radzi sobie z kątami. Mimo wszystko też lekko przesunąć się na zewnątrz kortu, tak o pół kroku bo jednak płaskie podanie do środka na forhend da się złapać a dobą odchodzącą piłkę do bekhendu już nie bardzo.

c. Na koniec drobna uwaga o samym returnie. Wszyscy to znamy – złapać piłkę przed sobą i zagrać możliwie głęboko. Fajnie, wszystko się zgadza, ale to jest dobre dla zawodowca. A co mają zrobić amatorzy gdy antycypacji prawie brak, refleks średni, rywal nie?le podaje? Trzeba uciec się do innych metod. O ile się uda oczywiście zagrajmy return według przytaczanego kanonu ale jak nie, to pokierujmy się zasadą o jakiej piszę w pkt. III.

W tym przypadku chcę zwrócić Waszą uwagę na dwa rodzaje zagrań: lob i skrót. Tak, dokładnie, lob i skrót, niezła herezja? No nie do końca. A kto powiedział że tak nie wolno returnować? Gra na punkty ma być EFEKTYWNA a nie efektowna. Jak dostaniemy dobry precyzyjny serwis to przy naszych tenisowych ułomnościach jakie mamy szanse procentowe na dobry return? Marne.

Gra na punkty to gra procentowa.

Kiedy już widzimy, że z dobrego returnu nici nie bójmy się posłać przeciwnikowi (nie tylko leworęcznemu) tzw. „świecy” albo skróta. Co tym osiągniemy?

W przypadku skróta na 99%, o ile rywal dojdzie do piłki, będzie ją grał już mocno poniżej poziomu siatki.

Pamiętajmy że amatorzy:

1. Po serwisie cofają się za linię końcową. Mają więc ciężar ciała przeniesiony na pięty. Są też wolniejsi i dłużej interpretuj bod?ce wzrokowe. Zanim wystartują do skróta jest już po zawodach albo sytuacja jest trudna i nie zagrożą nam.

2. Amatorzy kiepsko radzą sobie z wolejem i grą pozycyjną a więc ściągając przeciwnika do siatki stawiamy go w bardzo niekomfortowej sytuacji. Albo musi grać wolej gdzie nie jest mocny albo wracać za linie końcową narażając się na piłkę w nogi lub kolejny skrót.

Jeżeli idzie o lob to sytuacja wygląda tak:

Amatorzy kiepsko smeczują. Zza linii końcowej prawie wcale, przebijają tylko piłkę. Robią to albo z niewielką rotacją znad głowy albo puszczają piłkę, wycofują się i grają normalny forhend/bekhend stojąc te 2m-3m za linią końcową. Taki lob da nam czas na uzyskanie właściwej pozycji na korcie i potencjalne zagranie rywala ma małe szanse by nam zagrozić. Możemy liczyć na neutralną pozycję w wymianie (a o to chodzi przy returnie) lub nawet lekką przewagę gdy przeciwnik odegra mniej dokładnie. To po co ryzykować granie płaskiego returnu? …..

II. Wymiany.

Wiemy, że grając z zawodnikiem leworęcznym mamy odwrotne rotacje i zupełnie inne kąty.

Wiemy, że powinniśmy go zepchnąć do gry krosowej jego bekhend na nasz forhend. Oczywiście on będzie dążył do tego samego tylko z odwrotnym skutkiem. Poza tym gra po linii, szczególnie bekhendem, nie jest najmocniejszą stroną typowego amatora. Forhend po krosie potęga a i bekhend daje radę. Po linii to forhend daje radę a bekhend to usiąść i płakać. O tym też trzeba pamiętać. Zawodowiec nie ma tych problemów i ma więcej opcji.

Zastanówmy się więc nad dwoma aspektami biorąc pod uwagę uwarunkowania typowego amatora.

1. Co zrobić gdy jednak daliśmy się wmanewrować w taką wymianę krosową? No tu trzeba zachować się jak bokser w narożniku – szybko z niego uciekać, tylko jak? Iść na wymianę nasz bekhend kros na jego forhend kros to samobójstwo. Zaproponuję dwa rozwiązania. Albo bezceremonialnie posłać mu loba po krosie i w ten sposób wygonić go z kortu w tył co pozwoli nam zająć dobrą pozycję i oczekiwać na błąd, albo można zacząć ostrzeliwać jego forhend zagraniami top spinowymi z naszego bekhendu. Nie mają to być jednak krótkie wyrzucające zagrania. Chodzi tu raczej o maksymalną bezpieczną głębokość i niewielki kąt. Dlaczego? Bo mały kąt w razie pomyłki (za krótkiego zagrania z za małą rotacją) nie otwiera aż takich kątów rywalowi a długość piłki pozwala nam odrzucić bezpiecznie rywala za linię końcową (amatorzy raczej na wznoszącej nie grają) i oczekiwać na krótszą piłkę. Poza tym stojąc te 2-3 metry za linią końcową już nie zrobi nam takiej krzywdy jak gdy wpuścimy go w kort defensywnym blokowym bekhendem.

2. Co zrobić z forhendem rywala? Przecież w myśl wstępu do tych wywodów nie powinniśmy dawać mu szansy gry forhendem. łatwo powiedzieć ale trudniej zrobić. Po prostu gdy jest otwarty kort bijemy w wolne pole tak jak w bekhend. Gdy jednak tak nie jest warto posłać piłkę do forhendu by otworzyć sobie jego bekhend. Tylko umiejętnie. Jeżeli gramy po linii forhendem to raczej bijmy rotacją awansującą by wyrzucić rywala w tył z kortu. Gdy gramy bekhendem lub odwrotnym krosem z forhendu szukajmy jednak kątów bardziej płaską piłką. Wtedy zmuszamy rywala biegnącego od swojego bekhendu nie tylko do biegu w bok ale i wprzód. To komplikuje ocenę odległości.

III. Uwagi końcowe.

W życiu wypada kierować się zasadą „Nie czyń drugiemu co tobie nie miłe”. Niby tenis to sport dżentelmenów ale tu jest akurat odwrotnie, właśnie czyń drugiemu co tobie nie miłe. Dlaczego? Bo on jest taki sam jak ty i ma w gruncie rzeczy te same problemy. Skoro my mamy z czymś problem to przeciwnik na naszym poziomie raczej też. Trzeba mu więc „umilić” życie ile można….