Iga Świątek w ćwierćfinale Wimbledonu

Iga Świątek pokonała w III rundzie juniorskiego Wimbledonu rozstawioną z numerem szesnastym Francuzkę Clarę Burel. Polka po nieco ponad godzinie gry zwyciężyła 6:2, 6:2. Ćwierćfinał Wimbledonu Świątek to najlepszy wynik polskiej juniorki od 2007 roku i zwycięstwa na kortach All England Clubu Urszuli Radwańskiej. W półfinale tamtego turnieju grała także Katarzyna Piter. Później do tego wyniku zbliżyła się przed rokiem tylko Maja Chwalińska. Iga jest także pierwszą polską juniorką od ponad dekady, która osiąga ćwierćfinał dwóch Szlemów w singlu.

Świątek w meczu z Francuzką kontrolowała przebieg spotkania. Bardzo dobrze serwowała i z gema na gem coraz lepiej radziła sobie na returnie. Albo inaczej. Polka po prostu czekała na błędy rywalki. A tych było niemało.

Każdy mecz dla mnie na trawie jest trudniejszy. Ciężko porównać ten mecz z tym z Roland Garros. Mam talent do zapominania tego co działo się w zeszłym tygodniu, ale obstawiam, że ten był trudniejszy. Mimo wszystko pierwsze dwie przeciwniczki były dla mnie bardziej wymagające, bo nie pasował mi ich styl gry. Bardziej ze względu na to, jak im odgrywałam. Ciężej mi się z nimi grało. Dzisiaj miałam trochę łatwiejsze zadanie. Szczególnie patrząc na nasze style gry – mówiła po meczu Iga.

Zmiana tempa gry, męczenie jej kierunkowym, kąśliwym serwisem. Właśnie taki był plan Polki na to spotkanie.

Na dzisiejszy mecz postawiłam sobie cel, żeby po prostu pozwolić jej popsuć. No i faktycznie, zepsuła większość piłek. Ćwierćfinały tutaj i w Paryżu są mimo wszystko podobne. To są przecież równorzędne turnieje. Wimbledon jest trochę bardziej prestiżowy, ale emocje na pewno są podobne. Mam nadzieję, że nie zatrzymam się na ćwierćfinale. Więc liczę na więcej. Wszystko co sobie założyliśmy przed meczem zrealizowałam. Jedyne co mi się nie do końca podobało, to to, że trochę mi uciekła koncentracja w drugim secie, ale to taka trochę dziecinna cecha, z której muszę jeszcze wyrosnąć.

Ozdobą spotkania był bardzo ładny hot-dog zagrany przez 17-latkę w jednym z najważniejszych momentów meczu. Dla Igi jednak nie było to nadzwyczajnego, bo jak podkreśla to w pewnych warunkach… łatwiejsze zagranie.

Dla mnie hot dog jest łatwiejszy do zagrania niż obiegnięcie piłki do normalnego uderzenia. Bo mimo wszystko jak obiegam to muszę przebiec jeszcze te cztery metry. Obrócić się i do tego błędnik może zwariować. Od kilku lat już gram tego typu uderzenia, dwa razy udało mi się to na meczu. Raz nawet przy piłce setowej podczas ITF 15 tys. dolarów we Włoszech (Bergamo – przyp. red.). Grałyśmy finał, tie break i moja przeciwniczka (Martina di Giuseppe – przyp. red.) była na siatce, a ja zagrałam takiego hot-doga. I dzięki temu ona tą piłkę zepsuła. Bardziej z zaskoczenia, a nie dlatego, że był on taki idealny. Wcześnie zaczęłam bawić się tego typu uderzeniami. Mnie to zawsze fascynowało Zawsze miałam takie czucie, że potrafiłam to zrobić. Pamiętam, że najpierw zaczynałam grać hot-doga obok, a nie pod nogami. A teraz to jest dla mnie o wiele trudniejsze, niż kiedyś, więc to wszystko się zmienia. Trenerzy nie proszą o takie rzeczy, raczej są im bardzo przeciwni, bo to jest trochę strata czasu.

Początki tych jakże efektownych zagrań w wykonaniu 17-latki nie były jednak łatwe. Wiadomo, na wszystko potrzeba czasu.

Jak byłam mała to na ściance dużo ćwiczyłam i tam zawsze próbowałam. Moja siostra Agata grała treningi i najczęściej to wyglądało tak, że ja prosiłam trenerów, czy mogę wejść na kort, ale trochę mi nie pozwalali, bo byłam za mała i za delikatna. Więc już mam w tym doświadczenie (śmiech).

Pod wrażeniem poczynionych przez Igę postępów była nawet sama Serena Williams, która miała okazję przypatrywać się treningowi polskiej tenisistki. Jeżeli 23-krotna mistrzyni wielkoszlemowa zwraca uwagę na to, jak trenujesz to znaczy, że robisz to naprawdę dobrze, a ciężka praca podczas każdej jednostki treningowej naprawdę przynosi owoce.

Teraz na korcie czuję się jak ryba w wodzie. Wtedy jak wychodziłam na kort była po prostu jedna wielka presja. Ciężko jest wejść do gry po takiej przerwie. Trzeba się przyzwyczaić do rywalizacji. Mimo tego, że ja zawsze to lubiłam, to powrót po siedmiu miesiącach jest ogromnie trudny. O kontuzji już zupełnie nie myślę. Szczerze mówiąc po Egipcie w lutym całkowicie na tym się nie skupiam. Już nie przemyka to przez głowę.

Tata tenisistki Tomasz Świątek jako były wioślarz zaznajomił swoją utalentowaną córkę z takim urządzeniem jak ergonometr. Jednak w przypadku takiego sportu jak tenis nie należy z tym przesadzać, bowiem dojdzie do zbytniej rozbudowy obręczy barkowej, a co za tym idzie – zatracenia właściwego czucia gry.

W domu też trenuję. Mam ergonometr, bieżnię, drabinkę przywieszoną do ściany. To tyle, ale w zupełności wystarczy, więcej nie potrzeba. Jak byłyśmy młodsze z Agatą to dużo z tego korzystałyśmy, a teraz mamy naprawdę bardzo dobre warunki w Legia Fight Club i w Akademii Piłkarskiej Legii.

Jak wiadomo zwyciężczyni turnieju juniorek otrzyma od organizatorów, oczywiście oprócz pięknego pucharu za zwycięstwo, również tzw. „dziką kartę” do turnieju seniorskiego Wimbledonu. Mimo, że ciekawie byłoby zobaczyć nazwiska „Radwańska”, „Linette”, „Fręch” i „Świątek” w jednej drabince, to jednak najmłodsza z Polek spokojnie podchodzi do takiej sytuacji i skupia się na każdym kolejnym meczu.

Szczerze mówiąc na razie o tym jeszcze nie myślę. Mój czas w seniorkach jeszcze nadejdziem tak naprawdę się dopiero zaczyna. Jakbym miała okazję zagrać w turnieju głównym seniorek to byłaby super przygoda. Ale jeszcze jest dużo czasu, dużo muszę się też nauczyć, żeby grać w turnieju wielkoszlemowym. Na razie jeszcze podchodzę do tego na spokojnie, bo mam jeszcze trochę meczów do wygrania.

Burel nie była zadowolona ze swojej dyspozycji, ale podkreśliła, że nie miała po prostu zbyt wielu okazji do gry. Każdy jej błąd i nawet najmniejsze potknięcie było od razu wykorzystywane przez Polkę. I choć było widać wolę walki w poczynaniach Francuzki to po spotkaniu nie kryła rozgoryczenia.

To wszystko przez mój serwis. Nie serwowałam tak dobrze, jak powinnam przeciwko tak dobrej tenisistce, jak Świątek. Popełniałam za dużo błędów i nawet zrobiłam kilka podwójnych na serwisie. Moje pierwsze podanie było naprawdę słabe. I to był klucz, bo przecież na takiej nawierzchni, jak trawa serwis jest bardzo ważny.

Francuzka była nieco onieśmielona nie tylko tenisem prezentowanym przez Igę, ale także całą otoczką i atmosferą wielkoszlemowego Wimbedonu. Nie ma wątpliwości, że z tego powodu wytworzyła na sobie całkowicie niepotrzebną presję.

To mój pierwszy raz na Wimbledonie. Ale wszystko tutaj jest takie niesamowite. Robi niesamowite wrażenie. Lubię trawę, ale jest zupełnie inna niż inne nawierzchnie. Mamy tylko jeden kort trawiasty we Francji. W Douville. Mam nadzieję, że za kilka lat zagram znacznie lepiej, niż w tym roku.

Francuzka Clara Burel, rozstawiona w Londynie z numerem szesnastym nie miała przeciwko Polce za wiele do powiedzenia. Zawsze jak próbowała przejąć kontrolę nad meczem to… po prostu popełniała błąd. Im dłużej trwał mecz, tym więcej tych błędów na koncie notowała. Na równo i mocno grającą Igę to po prostu nie wystarczyło.

Świątek popełniała znacznie mniej błędów, grała ofensywnie, nie miałam przeciwko niej wielu okazji. Była agresywna, ale zarazem wewnętrznie spokojna. Wykorzystała wszystko, co mogła.. Ale trzecia runda Wimbledonu w ogóle mnie nie satysfakcjonuje. Moje pierwsze dwa mecze na trawie były całkiem niezłe. Dziś przegrałam, a chciałam dojść w Londynie znacznie dalej.

Burel nie chce już brać udziału w juniorskim tourze. Jej ostatnim występem będzie wielkoszlmowy US Open, a później skupia się już tylko na turniejach seniorskich. Nic w tym dziwnego, bowiem koleżanki z jej rocznika albo wykonały podobny krok, albo przebijają się już w tenisie zawodowym.

Zagram na US Open i na juniorskim Mastersie. To będą moje ostanie turnieje juniorskie, a potem zaczynam przygodę z Pro Tourem. Można założyć, że czołówka rankingu juniorskiego to poziom Top 200 rankingu WTA. Świątek na pewno należy do tego grona. Jest naprawdę dobra. Teraz jest ode mnie lepsza. Moja gra na razie w ogóle jej nie dorównuje. Szczególnie w tych najważniejszych momentach. Jest znacznie spokojniejsza i silniejsza psychicznie ode mnie. Może za kilka lat ją dogonię, ale teraz jest po prostu lepsza. Ale muszę wyciągać wnioski. Świątek jest na znacznie wyższym poziomie, a mecze z lepszymi pozwalają mi się rozwijać. Bardzo dobrze znam Kristinę Mladenovic i Pauline Parmentier. Czasem miałam okazję z nimi potrenować. To jest już zupełnie inny poziom i dzięki temu szybciej wchodzę na wyższy poziom. Grałam też z nimi w Pucharze Federacji. Zawsze mi pomagają i doradzają jak zachować się w tej, czy innej sytuacji. Dzięki nim czuję się na pewno pewnie w tenisowym świecie.

Kolejna przeciwniczka Igi Świątek to bardzo „egzotyczna” tenisistka. Jej ojciec pochodzi z Rumunii, matka jest Chinką, a urodziła się w Kanadzie. Prawdziwie nieprawdopodobny miks, prawda? Dodajmy do tego, że kiedy mała Emma miała zaledwie dwa lata jej rodzice zdecydowali się przenieść z Toronto do Wielkiej Brytanii.

Urodziłam się w Toronto. Moja mama jest Chinką, ojciec jest Rumunem. Przeprowadziliśmy się z Kanady do Anglii, kiedy miałam dwa lata. Wcześniej rodzice nie interesowali się tenisem. Ale później brali lekcje gry w lokalnym parku i mnie w to wciągnęli. Na początku bardzo tego nie lubiłąm, Tata musiał mnie zmuszać do gry. Ale kiedy zaczęłam brać udział w turniejach to poczułam ducha rywalizacji. Polubiłam ten świat. Dopiero wtedy moja prawdziwa osobowość wyszła na światło dzienne. Przede wszystkim, kiedy zaczęłam wygrywać sprawiało mi to coraz większą przyjemność. Dzięki temu teraz nawet jak przegrywam, to nie załamuje się, bo wiem, że każdy mecz pozwala mi się czegoś nauczyć.

Raducanu, jak sama podkreśla, zawsze stara się mieć kilka senariuszy na różne sytuacje. Nie inaczej ma się sytuacja jeżeli chodzi o jej plany zawodowe. Jeżeli nie udałoby jej się odnieść sukcesu na korcie to z chęcią spełniałaby się w roli…ekonomistki. Bo, jak sama, mówi, bardzo lubi „te wszystkie różne cyferki”.

Jeśli nie udałoby mi się zostać tenisistką, to myślałam o ekonomii i finansach. Naprawdę lubię matematykę i myślę, że jestem w tym całkiem niezła. Odziedziczyłam to po rodzicach, bo oboje się tym zajmują. Bardzo lubię cyferki i czuję się w tym mocna (śmiech). Jest też jeszcze jedna fajna strona tego wszystkiego. Ciągły kontakt z ludźmi. I to mi się bardzo podoba.

Kolejną ważną sprawą jest jej brytyjskie obywatelstwo. Dzięki temu znalazła się pod skrzydłami Lawn Tennis Association – Brytyjskiej Federacji Tenisowej. To w takim wieku w jakim jest pochodząca z Toronto zawodniczka jest zbawienne. Jak sama mówi o nic nie musi się martwić, wszystko ma przecież zapewnione przez jedną z najpotężniejszych federacji tenisowych na świecie.

Granie na Wimbledonie jako Brytyjka to dla mnie coś naprawdę specjalnego. To coś znacznie lepszego, niż gdybym uczestniczyła w nim, jako tenisistka zagraniczna. Kocham niesamowitą atmosferę tego turnieju. To coś nie do uwierzenia. Czuję wielkie wsparcie z każdej strony. Od kibiców, wszystkich którzy pracują przy tej imprezie, organizatorów. To naprawdę dodaje sił.

Mówiąc o swojej rywalce nie wdaje się w zbyt zawiłe szczegóły, choć z pewnością dzisiejszy wieczór spędzi oglądając kilka spotkań Igi na YouTube.

Nie znam za dobrze Igi Świątek. Wiem tylko, że już całkiem nieźle radzi sobie w seniorskich tourze. Nie śledziłam jej ostatnich wyników, czy jej rosnącego rankingu, ale na pewno będzie groźna. Ale ja chcę po prostu wyjść na kort, trzymać się swojej gry. Kiedy na niego wchodzę jestem bardzo pewna siebie. I mam nadzieję, że to wszystko pokażę jutro na korcie.

Raducanu to kolejna przedstawicielka juniorskiego topu, która rezygnuje już ze startu w tych rozgrywkach. Swoją przyszłość wiąże tylko z profesjonalnymi występami. Cieszy się także ze zmian, które od 2019 roku wprowadzi ITF w tenisowych rozgrywkach.

Kończę z grą w juniorach. Zagram może w US Open, ale to tyle. Dobrze, że zmieniły się przepisy i będziemy grać według Transition Tour. Wiem, że mogę daleko dochodzić w turniejach tego typu. Uważam, że już dziś należę do tenisa seniorskiego. Jeszcze nie podpisałam żadnego kontraktu z żadną z agencji, ale na pewno niedługo dołączę do profesjonalnego touru. Trenuję w Bromley. Moim trenerem jest Robin z tego klubu. Ale tak naprawdę nie mam trenera, który zajmowałby się mną cały czas. Ogólnie bardzo pomaga mi LTA.

Młodą Brytyjkę wspiera jeden z najlepszych fachowców od tenisa kobiecego na świecie – Nigel Sears. Wydaje mi się, że nikomu nie trzeba tego pana przedstawiać, ale jeśli to posłuchajmy co o nim mówi sama Raducanu.

Bardzo inspirująca jest praca z Nigelem Searsem. On zawsze miał pod swoimi skrzydłami bardzo dobrych zawodników. Przede wszystkim Anna Ivanovic, która była dla mnie idolką, kiedy byłam młodsza. On jest niesamowity. Dzięki niemu zyskałam dużo pewności siebie i czuję, że jestem po prostu lepszą zawodniczką.

Co ciekawe wzorem na korcie dla zaledwie 15-letniej tenisistki jest Li Na. W sumie jak się nad tym zastanowić, to nie ma w tym nic dziwnego. Szczególnie, że Chinka w swojej ojczyźnie jest traktowana z niemal nabożnym szacunkiem.

Inną wielką zawodniczką którą od zawsze podziwiałam była Li Na. Miałam okazję ją spotkać na Wimbledonie, bo przecież występuje w turnieju legend. Przywitałyśmy się i zjadłyśmy razem obiad. Jej etyka pracy była niezwykła. Poruszała się na korcie bardzo intensywnie, miała bardzo szybką rękę i mocne uderzenie. Przejąć inicjatywę już od pierwszego uderzenia w wymianie. Mamy bardzo podobny styl gry i w tym na pewno staram się ją naśladować. Chciałąbym grąć, jak Li Na kiedy dorosnę.

Emma nie boi się ciężkiej pracy i zawsze bez względu na wszystko stara się dążyć do założonego celu. Choć jak sama wspomina czasem życie tenisistki nie należy do najłatwiejszych.

Uwielbiam ciężko trenować, dawać z siebie wszystko i obserwować jak to przynosi efekty na korcie. Nadal jednak chodzę normalnie do szkoły. Więc staram się łączyć ten świat tenisowy i normalne życie nastolatki. Rodzice starają się mnie trzymać z dala od niektórych szkolnych pokus, ale nie daję się tak łatwo (śmiech). Przyjaciele przecież też są ważni. Łatwiej mieć przyjacielskie relacje z osobami ze świata zewnętrznego, niż z tenisistkami, bo przecież z tymi drugimi rywalizuję na korcie. Przyjaźnię się bardziej z chłopakami, niż z dziewczynami. Wspieramy się nawzajem i miło spędzamy czas. Zawsze byłam taką trochę chłopczycą, więc wolałam trochę się ubrudzić, niż bawić lalkami. Wszyscy mnie bardzo wspierają. Zawsze pytają się co u mnie i interesują się moim światem. Cieszą się z każdego mojego sukcesu i dostaje od nich zawsze setki wiadomości. To dla mnie bardzo ważny czas, bo zawsze jest okazja na wyłączenie się i nie myślenia o tenisie. Mogę się po prostu wyluzować.

Oby zbyt wiele luzu Raducanu nie miała jutro z Igą. Na koniec koledzy z angielskiej prasy zapytali się Emmy co znaczyłoby dla niej to zwycięstwo. Szczerze? To nas nie interesuje, bo dla nas Wimbledon 2018 będzie miał inną zwyciężczynię wśród juniorek. No, ale nie uprzedzajmy wydarzeń :)

Mecz Igi Świątek z Emmą Raducanu rozpocznie się nie przed godziną szesnastą polskiego czasu. Areną zmagań będzie trzeci co do ważności kort Wimbledonu – kort numer dwa.

Z Londynu dla TenisNET: Piotr Dąbrowski