O wykryciu kokainy w pierwszej próbce wimbledońskiej dowiedziała się w połowie września. Tak twierdzi jej menedżer Mario Widmer, rzutki dziennikarz i bliski przyjaciel matki. O drugiej kilka tygodni pó?niej – pisze Rzeczpospolita.
Przez półtora miesiąca miała być w szoku. W szoku wynajęła dobrego adwokata, opracowała z nim strategię obrony i zwołała konferencję prasową w Zurychu. W szoku przeczytała oświadczenie, w którym określiła swą miłość do tenisa jako jedyny doping w sporcie, i dodała zdanie, że więcej grać nie będzie, bo nie chce spędzić kilkunastu lat życia na walce z kontrolerami dopingu.
Zakręty życiowe to jej specjalność, ale po każdej burzy zawsze widać za jej plecami matkę, trenerkę i powierniczkę w jednej osobie. To Melanie Molitor, niespełniona tenisistka czechosłowacka z lat 70. Matka wymyśliła, że córka dojdzie na niedostępne dla niej szczyty. Nazwała ją Martina, bo podobała się jej odwaga Navratilovej, najsławniejszej z czeskich sportowych uciekinierek do USA.
Takiej dziewczynki rywalki nie lubią. Mała Martina z dziecięcym uśmiechem zwyciężała starsze, a potem potrafiła o nich powiedzieć jak o Annie Kurnikowej: – Jaka rywalizacja? Wygrałam z nią wszystkie mecze. Steffi Graf? Miała parę wyników w przeszłości, ale teraz gra się szybciej, a ona jest stara, jej czas się skończył. Siostry Williams? Mają przewagę, bo zawsze mogą powiedzieć: – To rasizm. Amelie Mauresmo? Ona jest już w połowie mężczyzną.Ze sławą jako tako dawała sobie radę, ale nie była odporna na chłopców. To było główne zmartwienie pani Molitor, która musiała cierpliwie przeczekiwać zauroczenia kolegami z kortów: Julianem Alonso, Ivo Heubergerem, Justinem Gimelstobem, Magnusem Normanem, czy hokeistą Pavlem Kubiną.
Porażki znosiła ?le, publiczność nie lubiła jej za dąsy, gesty zniecierpliwienia, lekceważące serwisy z dołu. Nie wzruszały widzów łzy wściekłości. Gdy atletyczny tenis Venus i Sereny Williams wziął górę nad finezją Szwajcarki, desperacka próba fizycznego wzmocnienia Martiny skończyła się kontuzjami i na początku 2003 r. zapadła decyzją o rezygnacji z tenisa.
(…) Jej przygotowane z firmą marketingową oświadczenie o wykryciu kokainy podczas Wimbledonu kończyło się słowami: „Nigdy nie brałam narkotyków”. Potem była cisza w odpowiedzi na pytania reporterów.
Dlaczego w ogóle przekazała tę informację, skoro jej sprawa dopiero miała być rozpatrywana przez Międzynarodową Federację Tenisową (ITF), a do wiadomości publicznej podaje się tylko uznanych za winnych, i to wtedy, gdy są przygotowani do obrony? Jedni twierdzą, że wiadomość już przeciekała do mediów, inni, że to kontratak.
Więcej w Rzeczpospolitej





