John Isner to nowy bohater Ameryki. Zawrotna kariera mającego 205 cm wzrostu olbrzyma spycha na dalszy plan Federera, Nadala, Szarapową i siostry Williams w pierwszym tygodniu US Open
22-letni Isner wygląda jak drwal, a jeszcze trzy miesiące temu nikt o nim nie słyszał, bo pilnie uczył się do egzaminów na University of Georgia. Jako zawodnik z college’u nie miał prawa grać zawodowo w ATP Tour.
Zaczął w wakacje i robi błyskawiczną karierę. Przed US Open w dużym turnieju w Waszyngtonie, będąc jeszcze w dziewiątej setce rankingu ATP (dostał dziką kartę), pokonał m.in. Tima Henmana, Benjamina Beckera, Tommy’ego Haasa i Ga?la Monfilsa. Wszystkich eliminował, wygrywając tie-breaki w trzecim secie. W całym turnieju zaserwował 144 asy! Przegrał dopiero w finale z Andym Roddickiem. W pierwszej rundzie debiutu w US Open Isner, na którego koledzy wołają „dziadek” (bo podobno poza kortem jest bardzo powolny), pokonał rozstawionego z numerem 26. Fina Jarkko Nieminena. Tym razem posłał 34 asy w jednym meczu! – Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Ten facet serwuje jak maszyna – powiedział Nieminen. W drugiej rundzie w trzech setach odprawił kolejnego wyżej notowanego rywala Ricka de Voesta z RPA. Znów zasypał rywala kilkudziesięcioma asami, a na jego meczu wrzawa była dużo większa niż na korcie centralnym, gdzie w tym samym czasie grał Roger Federer.





