FedExpress zwalnia
Od 4 lat bezsprzecznie najszybsza i najbardziej niezawodna maszyna w tenisowym składzie. To on rządził i dzielił, dyktował ton, a gdy miał lepszy dzień pozwalał na odrobinę swobody swoim “podwładnym”. Gdy jego nazwisko pojawiało się w drabince turniejowej pierwsze pytanie, jakie nasuwało się na myśl, nie brzmiało: “kto okaże się zwycięzcą?”, tylko: “kto zagra z Federerem w finale”.
Fani Szwajcara popadali w coraz większą euforię odliczając już Wielkie Szlemy, które zostały mu do zdobycia aby pobić rekord Samprasa, a reszta miłośników tenisa była coraz bardziej znużona absolutną dominacją Federera. Zupełnie nic nie wskazywało na to, że rok 2008 będzie inny niż poprzednie lata. W kończącym poprzedni sezon turnieju Masters w Szanghaju Federer ponownie okazał się najlepszy. Pomimo porażki w pierwszym meczu z Gonzalezem przez cały turniej prezentował bardzo wysoki poziom i ani razu nie był zagrożony w kolejnych meczach. W finale rewelację turnieju, Davida Ferrera, odprawił w szybkich trzech setach oddając Hiszpanowi raptem 7 gemów. Zdobył kolejny, czwarty już tytuł mistrzowski. Po Mastersie nie wyjechał na tradycyjne, półtoramiesięczne wakacje. Miał zakontraktowane 3 pokazowe mecze z Samprasem. Rok 2008 zaczął się pechowo, od grypy żołądkowej, która wykluczyła Federera z pokazowego turnieju Kooyong Classic. Ten turniej od 2004 roku stanowił ważny punkt przedsezonowych przygotowań Szwajcara. Teraz był zmuszony do odpoczynku.
Wróćmy jeszcze na chwilę do poprzednich lat w karierze Fed’a. 2004 rok był przełomowy dla Rogera nie tylko dlatego, że osiągnął szczyt rankingu Entry, ale również dlatego, że rozstał się ze swoim trenerem Peterem Lundgrenem, zatrudniając w jego miejsce… siebie samego. Pomimo braku szkoleniowca wygrał 11 turniejów, wygrał trzy z czterech Wielkich Szlemów ( Australian Open, Wimbledon i US Open ) a w finale USO zdemolował wręcz Lleytona Hewitta fundując mu dwa sety do zera ( wynik finału 6:0 7:6 6:0 ). Rok zakończył z dorobkiem 6335pkt. Miał blisko 2700pkt przewagi nad drugim w rankingu Andy Roddickiem.
Kolejny sezon Federer zaczął ponownie bez żadnego szkoleniowca. Pomimo porażki w półfinale Australian Open z Maratem Safinem rok 2005 był równie owocny jak rok poprzedni. Na kortach Rolanda Garrosa zaliczył najlepszy wynik w swojej karierze - półfinał, w którym uległ Rafaelowi Nadalowi, późniejszemu zwycięzcy. W wielkim stylu obronił tytuł podczas Wimbledonu, a w US Open ograł w czterech setach faworyta publiczności Andre Agassiego. Amerykanin po meczu powiedział, że przez 20 lat jego kariery z nikim nie grało mu się trudniej niż z Federerem. Nie obronił co prawda tytułu w turnieju Masters Cup ulegając w finale Davidowi Nalbandianowi w pięciu setach. Bilans na koniec roku to druzgocące 81 wygranych meczów i tylko 4 przegrane. Zakończył sezon z dorobkiem 6725pkt. i miał aż 2000pkt przewagi nad drugim w rankingu Nadalem.
Na początku roku 2006 Federer podpisał umowę z Australijskim szkoleniowcem Tony Rochem. Umowa jednak obejmowała opiekę Roche’a tylko na największych imprezach roku. Wygrał w Australii, we Francji dotarł do finału, obronił tytuł Wimbledoński i ograł Roddicka w finale US Open. Jesienią był jeszcze skuteczniejszy. Nie przegrał żadnego meczu, wygrywając w Tokio, Madrycie i Bazylei, pieczętując sezon wygraniem turnieju Masters Cup. To był zdecydowanie najlepszy rok w karierze Federera. Dorobek punktowy roku 2006 to aż 8370pkt! Blisko 4000pkt. więcej niż drugi w rankingu Nadal i aż 5500pkt. więcej niż trzeci Davydenko! Nikt w historii tenisa nawet nie zbliżył się do tego osiągnięcia.
Rok 2007 Federer zaczął tradycyjnie od turnieju pokazowego Kooyong Classic, a chwilę potem już był triumfatorem Australian Open. Na przełomie Lutego i Marca wygrał w Dubaju, bijąc rekord zwycięskich meczów z rzędu. Jednak jego passa 41 wygranych meczów została przerwana przez Guilhermo Canasa, który pokonał Federera w turniejach w Indian Wells i Miami. W Paryżu ponownie dotarł do finału i ponownie musiał uznać wyższość Rafaela Nadala. Wimbledon został obroniony po wielkich trudach. Najwyraźniej Nadalowi spowszedniał już trochę tytuł króla ziemi i chciał zdetronizować króla trawy fundując mu w finale 5 setów. Radość Federera po tej wygranej mówiła bardzo wiele. Ten turniej to był jego konik. Azyl, gdzie mógł powrócić do smaku pewnych wygranych. Porażka tam mogłaby zachwiać niezniszczalną dotąd psychikę mistrza. Idąc za ciosem wygrał US Open, w półfinale rozgrywając niesamowity mecz z Andy Roddickiem. Po finale wystartował dopiero w turnieju w Madrycie, gdzie musiał w finale uznać wyższość Davida Nalbandiana. Argentyńczyk ograł też Federera w 3 rundzie halowego turnieju w Paryżu. Ostatnim turniejem w roku był turniej Masters, którego przebieg opisany jest na samym początku. Zakończył sezon mając 7180pkt. i utrzymując bezpieczny dystans 1400pkt. nad światową dwójką - Rafaelem Nadalem.
Wracając do obecnego sezonu. Federer po przymusowym odpoczynku startuje w Australian Open bez żadnego rozegranego meczu. Wyjeżdża z niego przedwcześnie oddelegowany przez Serbskiego “młodzika” Novaka Djokovica. Traci nie tylko punkty, ale wyraźną przewagę na korcie, którą miał już w szatni przed meczem przez ostatnie 4 lata. W szatni trwającego obecnie turnieju w Dubaju duch dominacji Federera również straszył nie będzie, bo Szwajcara w tym turnieju już zwyczajnie nie ma. W pierwszej rundzie odprawił go do domu inny młody wilk. Tym razem był to Andy Murray, który ograł już Szwajcara w 2006 roku na kortach w Cincinatti. Co to oznacza dla obecnego numeru 1? Mając przed turniejem w Dubaju 6330pkt. ma on przewagę nad Nadalem tylko 400pkt. Mało tego. Na trzecim miejscu jest Novak Djokovic, który traci do Szwajcara 1300pkt. Mniej, niż miał drugi Nadal na koniec 2007 roku. Federer bronił tytuł z zeszłego roku, więc zgodnie z punktacją tego turnieju dostanie on za pierwszą rundę… 0 punktów. Straci ich zatem 300, bo tyle ich jest do zgarnięcia w Dubaju. Nadal w zeszłym roku zaliczył ćwierćfinał, za co dostał 75pkt. Potrzebuje zatem jeszcze 100pkt. aby objąć pierwsze miejsce w rankingu i zepchnąć z tej pozycji Federera. Coś, co wydawało się niemożliwe przez ostatnie lata może właśnie nastąpić już teraz, na początku 2008 roku. Co musi zrobić Nadal? Osiągnąć w Dubaju minimum finał, za który dostanie 210pkt, czyli 135pkt. więcej niż w zeszłym roku.
Co to będzie oznaczało dla suchego rankingu? Zapewne niezbyt wiele, bo zmiana może być tylko tymczasowa. Federer ma sporo punktów do nadrobienia z zeszłego roku w Indian Wells i Miami, oraz w tym roku startuje w słabo obsadzonym turnieju w Estoril, gdzie chce się lepiej przygotować do sezonu na kortach ziemnych. Nie robił tego w poprzednich latach, więc tam ma tylko do zyskania. Nadal natomiast na ziemi wygrywał wszystko, więc tam dużo nie zyska. Z dalszej pozycji może w tym czasie zaatakować Djokovic, ale w tak dalekie spekulacje się nie zapuszczajmy. Co zrobi Federer, gdy straci pozycję numeru 1? Zmobilizuje go to, czy wręcz przeciwnie? Historia skłania nas jednak ku tej drugiej opcji. Wszyscy wiemy, jak Federer gra podczas trudnych piłek. Bardzo skoncentrowany, rzadko pokazujący emocje. Jednak wiemy też, że ta koncentracja nigdy nie trwała długo. Na szczęście dla niego przeciwnicy łatwo dawali za wygraną gdy tylko nabierał wiatru w żagle. Stawali się nieobecni na korcie, jakby zahipnotyzowani zagraniami Federera i zirytowani jego nonszalancją. Gdy tylko Federer napotykał opór w ciężkich momentach, to zazwyczaj kończyło się już mniej różowo. Tak było w meczu z Djokovicem w Australii. 5:3 w pierwszym secie, własne podanie i… właśnie ta nonszalancja gubi Szwajcara. Traci nie tylko podanie ale i seta. Djokovic nie zwalnia tempa pomimo tego, że Federer raz po raz posyła na drugą stronę brylanciki. W tym meczu największym problemem Rogera nie był Nole, lecz on sam. Wytrącony z rytmu, nie mogący powrócić do wysokiej koncentracji psuł nawet najprostsze piłki. Djokovic postawił mu trudne warunki, lecz takie same zafundował mu chociażby Berrer w 2007 roku w Bazylei. Różnica polega tylko na tym, że Novak Szwajcara się nie przestraszył. Sam Federer po meczu z Djokovicem powiedział, że w swojej karierze wiele razy wygrywał kiedy się tego nie spodziewał, a to był jeden z tych meczy, tylko z innym zakończeniem niż zwykle.
Co się zatem dzieje z Federerem? Krótki przestój? Mały odcinek drogi pod górkę? A może poważny kryzys, który dopadł i Samprasa w podobnym wieku? Ze statystyk wychodzi jednak, że coś jest na rzeczy, bo od dwóch lat Federer notuje wyraźny spadek formy. Stracił chłopięcą figurę, przybyło mu dobrych kilka kilogramów i jakby stracił swój lodowaty spokój. Coraz częściej można zaobserwować u niego objawy frustracji, które nie służyły jego grze w latach młodości. Od połowy 2007 roku znowu gra bez trenera, lecz to chyba nie jest jego największy problem. Problem szkoleniowca owszem istnieje, ale raczej od przygotowania fizycznego. Federer coraz częściej narzeka na drobne urazy i przemęczenie. I to w okresie, gdy jego organizm jest na najwyższym poziomie wydolnościowym, który ma miejsce między 25-28 rokiem życia. Problem tylko polega na tym, że o ten organizm w takim wieku już trzeba specjalnie zadbać. Szwajcar prezentuje nonszalancję nie tylko na korcie, ale również jeżeli chodzi o przygotowanie fizyczne. W jego wypadku występuje nie tylko perfekcja techniczna, ale również idealna budowa dla tenisisty. Szczupłe nogi, zaopatrzone w potężnie zbudowane łydki. Szczupłe ręce, które rozpędza bardzo szeroka obręcz barkowa. Świetny budulec, ale jak widać coraz częściej zaniedbywany. Nogi coraz bardziej okazałe, a Fedowski brzuch coraz bardziej przypomina zaokrąglenie w tej okolicy u domorosłych smakoszy piwa. To wszystko ma wpływ na jego niespotykaną lekkość w poruszaniu się po korcie. Wszyscy mogliśmy to zaobserwować właśnie w meczu z Djokovicem.
Jeszcze rok temu stawiano pytanie, o ile Federer pobije rekord Samprasa w ilości zdobytych Wielkich Szlemów. W tej chwili bardziej odpowiednie pytanie to: “w ilu FINAŁACH Wielkich Szlemów wystąpi jeszcze Federer”. Początek roku okropny w wykonaniu kogoś, kto został określony przez wielu mianem gracza wszech czasów. I nie chodzi tylko o same wyniki, lecz o styl gry Szwajcara. Obecnie przypomina on kogoś, kto uważa, że mecze wygrają się same. Jak widać samo nazwisko w szatni już nie wystarcza. Trzeba wyjść i pokazać coś jeszcze na korcie. Roger mógł o tym zapomnieć, bo przez ostatnie lata jego przeciwnicy nie stawiali mu zbyt ciężkich warunków. Teraz czasy się zmieniły i jeżeli szybko się nie obudzi, to na swojej drodze może napotkać nie tylko drobne nieczystości na torach, lecz i na potężne głazy totalnie blokujące ruch. Póki co ekspres Federera tylko zwalnia. Nadal jest to superszybki Eurostar czy TGV, tylko ze źle wyznaczoną trasą pod górkę. Jeżeli jednak zacznie się coraz bardziej upodabniać do pociągów PKP, to chyba śmiało będzie można krzyknąć: Umarł król, niech żyje król! A raczej: Umarł Fed, niech żyje…

(04.03.2008 o godz. 07:41)
…… i skończy jak drezyna, też PKP :)
Świetny arcik BM, gratulacje :)
V.