Australian Open: Gra na full

Równe dwa tygodnie trwała przygoda Igi Świątek z wielkoszlemowym Australian Open. Polka ma za sobą jeden z najwspanialszych okresów w całej tenisowej karierze. W Melbourne Park rozegrała aż siedem seniorskich spotkań. Najpierw trzy w eliminacjach singla, później dwa w turnieju głównym, a na koniec razem w parze z najlepszym polskim deblistą Łukaszem Kubotem dwa w grze mieszanej. W singlu zatrzymała się dopiero na przedstawicielce czołowej trzydziestki rankingu WTA Włoszce Camili Giorgi. Lekcje tenisa, których doświadczyła z rąk tenisistek z zupełnie innego sportowego pułapu na pewno zaprocentują w przyszłości. Ważne jest także to w jaki sposób Iga funkcjonowała poza kortem. Skupiona na celu, ale też kiedy mogła się odprężyć i nie myśleć o meczu, jej team pomagał jej szukać mentalnej równowagi. W końcu nie chodzi o to, żeby przebywając po dziesięć godzin na dobę na obiekcie tenisowym cały czas myśleć o białym sporcie… Tutaj należą się wielkie słowa uznania przede wszystkim Piotrowi Sierzputowskiemu, który umiejętnie zrzucał presję ze swojej zawodniczki, kiedy nie musiał, w ogóle o tenisie nie rozmawiał, a i sama 17-latka o tenisowych starciach starała się myśleć tylko wtedy, kiedy musiała. Naturalnym jest jednak to, że emocji towarzyszących takim spotkaniom trudno jest walczyć. Była to jedna z najważniejszych, ale i najtrudniejszych do przyswojenia i zaakceptowania lekcji. Jednak z pewnością każda godzina spędzona wśród ludzi, którzy w tym sporcie doszli do najwyższych laurów pozwoliła Idze uwierzyć, że krok po kroku zbliża się do tego świata i coraz szybciej staje się częścią tego środowiska. Młoda Polka mogła także poprosić o radę swojego partnera w grze mieszanej – Łukasza Kubota. Zwycięzca Australian Open 2014 w parze z Robertem Lindstedtem oraz Wimbledonu 2017 z Marcelo Melo ze stawiającą pierwsze kroki w tenisie na najwyższym poziomie tenisistką złapał świetny kontakt. Kilkunastoletnie doświadczenie Polaka, który przeszedł przez cały okres występów na kortach całego świata przez chyba wszystkie etapy kariery zawodowego sportowca.

W Melbourne Polka zobaczyła ile jeszcze długości dzieli ją od tenisa na topowym poziomie, ale z drugiej strony ten dystans, choć odległy, wydaje się być do pokonania.

Na pewno uświadomiłam sobie przez ten czas ile jeszcze muszę się nauczyć. Wiem nad czym będę pracować. Ogarnęłam też, że mikst to jest fajna gra. Pierwszy raz miałam okazję grać na tak fajnym poziomie i z taką szybkością wymian. Chciałabym poprawić swój poziom woleja, żeby lepiej grać też na innych turniejach wielkoszlemowych. Podczas gry mieszanej prędkość rozgrywania piłki nadal mnie przerażała, ale uważam, że w tym drugim meczu wyszłam bardziej pewna siebie. Zdawałam sobie sprawę, że Łukasz zawsze może pomóc, generalnie on podtrzymywał grę. Miałam duże oparcie u partnera.

Jednak jak podkreśliła Iga najważniejsza była dobra zabawa oraz ogrom doświadczenia, które zebrała podczas długiego pobytu w Melbourne Park.

Świetnie się bawiłam, od tego trzeba zacząć. Tenis na turniejach wielkoszlemowych sprawia mi wielką przyjemność. To, jaka tu jest atmosfera, znajomość tenisa u kibiców i ich wsparcie. Dbałość o szczegóły przez obsługę. To wszystko złożyło się na to, że dobrze zagrałam. Doszłam aż do II rundy singla, czego generalnie się nie spodziewaliśmy. Mam nadzieję, że jest to pierwszy krok do większych sukcesów na tych imprezach. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że już naprawdę mogę rywalizować na tym poziomie. Atmosfera turnieju nie była taka szokująca, bo już miałam z tym do czynienia w juniorach. Największym plusem było uświadomienie sobie tego, że jestem na tym poziomie i mogę rywalizować na równi, w pierwszej rundzie co najmniej. Moim celem nadal będzie zagranie wszystkich imprez wielkoszlemowych w roku w turnieju głównym. Mam wrażenie, że ten mój drugi cel, który sobie postawiłam, czyli czwarta runda jest możliwy jeśli będę miała dobre losowanie. I tylko to się zmieniło właściwie. Na pewno jeszcze bardziej wierzę w siebie.

Jedna piłka i byłoby zwycięstwo…

Jednak chronologicznie rzecz ujmując najpierw na kort we wtorkowe przedpołudnie wyszła najlepsza obecnie polska juniorka – Stefania Rogozińska-Dzik. Polka przez pierwszą rundę przebrnęła jak burza, dzięki ofensywnemu stylowi gry nie straciła seta z Charlotte Kempenaers-Pocz. Drugie spotkanie singlowe polskiej tenisistki na wielkoszlemowym Australian Open stało na nieco wyższym poziomie. Polka dobrze radziła sobie w grze na przerzut, zmianiała rytm, a gdy było to niezbędne przyspieszała, bądź skracała wymiany. Pierwsze dwa sety to zacięta walka z Valentiną Ryser ze Szwajcarii. Trzeci set to coraz większe napięcie emocjonalne i początek problemów mięśniowych Stefy. Mimo bólu i zmęczenia wytrzymała Rogozińska-Dzik zdecydowała się podjąć ryzyko i zaczęła grać na tzw. jeden strzał. Czasem wychodziły z tego imponujące, robiące wielkie wrażenie winnery, ale minusem takiej taktyki jest większa liczba popełnianych błędów własnych. Kumulacja wielu problemów nie pozwoliła Polce wrócić do gry. Warszawianka zostawiła serce na korcie, ale po nie wykorzystaniu ogółem pięciu piłek meczowych przegrała 7:6, 6:7 1:6. Po godzinie od zakończenia spotkania już na spokojnie Stefa analizowała przyczyny porażki.

To prawda, że zabrakło w sumie jednej piłki dlatego w tenisa zawsze się gra do ostatniego punktu. Tak naprawdę nawet, jak się ma piłkę meczową, to mecz jeszcze nie jest skończony. Kilka piłek pechowych na moją niekorzyść się wydarzyło i ciężko było strasznie to przerzucić, żeby wygrać. Fizycznie i mentalnie byłam bardzo dobrze przygotowana. W trzecim secie zaczęły mnie łapać skurcze bardziej dlatego, że byłam spięta, zestresowana. Dwa sety, dwa tie-breaki to też są stresujące. W trzecim secie to po prostu już wszystko puściło i zaczęły mnie łapać skurcze. W każdym secie jedna i druga miała piłki setowe, później meczowe. W pierwszym secie obroniłam z dobre 4 czy pięć setowych. Bardzo się cieszyłam, że wygrałam tego seta. Ona w ogóle nie odpuściła, cały czas cisnęła. Nie podała się po pierwszym secie. Drugi set bardzo zacięty oczywiste ja goniłam, jak dogoniłam to już takie pechowe piłki i skończyło się, jak się skończyło.

Frajda na korcie

Następnie o 15:30 czasu w Melbourne, a około 5:30 nad ranem w Polsce na kort wyszła para Łukasz Kubot/Iga Świątek, by powalczyć o awans do ćwierćfinału gry mieszanej. Rywale byli z najwyższej półki – Barbora Krejcikowa oraz Radżiw Ram. W bardzo ciasnym spotkaniu górą okazali się po super tie-breaku wyżej notowani rywale 6:3, 4:6, 10-5. Łukasz Kubot, który raz jeszcze był tenisowym profesorem na korcie, gdy pojawił się na konferencji prasowej rzucił nieco żartobliwie: Jak widzieliśmy wszystko co dobre to Iga, a wszystko co złe to Kubot. Dzisiaj widzieliśmy to na korcie (śmiech). Siedząca obok Iga Świątek zapytała się natychmiast ze zdziwieniem „Kto tak mówi?„. Na twarzy Łukasza pojawia się szeroki uśmiech, a następnie przechodzi do poważnej analizy tego spotkania.

Są to najwyżej notowani tenisiści tak w deblu kobiet, jak i mężczyzn. Uważam, że w systemie super tie-breaka wszystko się może zdarzyć. Nasi przeciwnicy lepiej zagrali tie-breaka, muszę powiedzieć, że my zagraliśmy nieco słabiej. Pierwszy raz wspólnie graliśmy, wygraliśmy jeden mecz. Uważam, że zabawa była na korcie ciekawa. Nowe doświadczenie dla nas. Muszę powiedzieć, że dużo się nauczyłem, miałem dużo frajdy z gry tutaj. Dzisiaj nie był to mój dzień. Nie serwowałem na takim poziomie, na jakim chciałabym serwować. Tak po prostu wyszło, trzeba iść dalej. Cieszę się, że Iga chciała tutaj ze mną zagrać. Trzeba to wziąć pozytywnie, mamy styczeń i uważam, że zaczyna się ciekawe ten początek roku.

Szczególnie ciekawe zabrzmiały słowa utytułowanego deblisty o tym, że dużo się nauczył więc drążymy temat dalej. Nie będę zdradzać, bo może kiedyś ktoś to wykorzysta przeciwko nam. Oczywiście jeżeli będzie szansa ku temu, abyśmy razem zagrali, ale przede wszystkim imponuje mi to, że Iga nie ma strachu w swojej grze, a więc idzie i gra na full. Oczywiście błędy się zdarzają, ale pokazuje, że ma ?”gierkę”, wierzę, że jej styl tenisa w najbliższej przyszłości pokaże, że może rywalizować w tych wielkich turniejach na największych kortach. Mi to sprawiało wielką frajdę.

Z Melbourne dla TenisNET: Piotr Dąbrowski